Przez bezkresne połacie syberyjskiego śniegu szybkim krokiem podążał wysoki mężczyzna opatulony grubym niedźwiedzim futrem i z nałożonym na głowę miękkim szarym kapturem, przykrywającym częściowo zmarzniętą od zimna, czerwoną twarz. Płatki śniegu niczym tysiące brzytew ostro kuły go po skórze, jednak on na to nawet nie zwracał uwagi. Muszę tam dotrzeć jak najszybciej, muszę ! – Powtarzał sobie w myślach mężczyzna. Po długich godzinach marszu wreszcie doszedł do końca swojej wędrówki. Ogromna żelazna brama dziedzińca rozpościerała się przed nim dumny i surowym wyglądem.
Najwyższa pora, by wszystko dobiegło końca- Odezwał się sam do siebie wypuszczając przy
tym przez usta obłoczki delikatnej pary. Podbiegł do bramy, nie zważając nawet
na strażników, przypatrujących mu się, już od kilku minut. Mężczyzna jedynie
musnął palcami krawędź bramy, a już został położony jednym szybkim ruchem na
ziemię. Ze złością łypną na jednego ze stojących przy bramie strażników.
- Możesz mi dziadziusiu wyjaśnić dokąd ci tak śpieszno, hmmm ? – Dopytywał się ciemnoskóry strażnik, który przy każdym wypowiedzianym słowie pluł śliną na wszystkie strony
- Chłopcze, nie radziłbym się takim tonem odzywać do mistrza zakonu Templariuszy, dla których chyba pracujesz ! – Wrzasnął mężczyzna i zdejmując kaptur ukazał swą twarz
Pomimo tego, że strażnik był czarny, widząc staruszka pobladł na twarzy do takiego stopnia, że wydawać się mogło iż całkowicie zlał się ze śnieżno-białym otoczeniem. Chciał już podać rękę mężczyźnie, ten jednak odsunął dłoń na bok i sam spróbował się podnieść
- Rozumiem, że wykonujesz tylko swoją pracę, jednak zważ następnym razem , że nie każdy idący marszem do bramy człowiek to pieprzony Asasyn, zrozumiano ? – Uśmiechnął się staruszek i puścił do strażnika oko.
- Tttak jest Mistrzu Borsia ! – Chłopak wyprostował się i zasalutował, a jego oniemiały z zaistniałego wydarzeniu kolega mu wtórował.
Borsia popchnął ciężką żeliwną bramę i nie zwlekając, czym prędzej udał się do masywnego budynku z ponuro obdartymi ścianami. W progu wejścia stał zgarbiony i chudy człowieczek z łysiejącą czupryną i wielkimi okularami niczym denka od butelek ubrany jedynie w kitel laboratoryjny. Skrzywione palce zaczęły się niebywale trząść gdy szczurowaty mężczyzna dojrzał przez śnieżycę ciemną postać. Od razu nerwowo się poruszył w kierunku tytanowych drzwi wejściowych, wyszukując w kieszeni kitla pęczek kluczy. Sprawdzał każdy po kolei sapiąc i wydając jękliwe piski . W końcu klucze padły z łoskotem na ziemię. Szczurek spróbował schylić się w ich kierunku, jednak wyprzedziła go wielkich rozmiarów ręka podnosząca szybkim ruchem klucze oblepione śniegiem. Szczurek obejrzał się za siebie, poprawił spadające okulary i wnet dojrzał swojego pracodawcę
- Pppanie Borsia ! Jaaakże eeta prijazna pana wreszcie zzzobaczyć – Jąkając się powiedział piskliwym głosem Szczurowaty. Dało się u niego wyczuć mocny Rosyjski akcent – Kkak sie uudała podróż ? Wwwłaśnie ootwierałem ddrzwi i… - Urwał w pół zdania, dobierając odpowiednie słowa
- Spokojnie Krysa, wiesz, że nie mamy czasu, twoje twórcze pogawędki ze mną będą musiały poczekać. Robota nagli – Mówiąc to wybrał odpowiedni klucz z kółka i włożył go do zamka.
Potężny mechanizm zaczął pracować. Usłyszeć można było jak w środku grubych drzwi z pośpiechem pracuje masa kół zębatych. W końcu nastąpił ostatni trzask i drzwi przechyliły się ukazując wnętrze przestronnego holu.
- Zapraszam Doktorze, czekają na nas – Powiedział z uśmiechem na twarzy Borsia, przepuszczając przodem Krysę
Szczurek swoim pokracznym chodem pobiegł do końca jasno oświetlonego korytarza, a wraz z nim Templariusz.
Tym razem Krysa pozwolił sobie zapanować nad niekontrolowanymi napadami drgawek i przyłożył kościsty palec do czytnika linii papilarnych znajdujący się na środku masywnych drzwi. Obaj usłyszeli komputerowy głos mówiący z głośników „Dostup, Zdrastwuj Wracz Krysa”. Kolejne drzwi stały przed nimi otworem. Pomieszczenie było wręcz przeogromne. Przestrzeń porównywalna była do wnętrza ogromnego wulkanu, którego na dnie 5 podobnych do Krysy ludzi w kitlach biegało w Okół świecącego okrągłego przedmiotu. Boris domyślił się, że prace nad wyciągnięciem ekstraktu zwanego karbinem szły zgodnie z planem. Wszędzie można było dostrzec walające się po ziemi kable, podłączone do owego przedmiotu z jednej strony i do dziwnych maszyn stojących na Uboczu z drugiej. Na Samym końcu Rozpościerała się ogromna szyba, która najwyraźniej odgradzała dziwaczny pokój z pulpitem kontrolnym, od Centrum badawczego, w którym Borsia i Krysa się przed chwilą znaleźli.
- Pppan się ułuda do panna kkolegów, jjjjaa dokończczu eeksperyyyment – Mówiąc to Krysa podskakiwał i popychał na darmo masywnego Borsie
- Dobrze Kryska, tylko tym razem nic nie sknoć, rozumiemy się ? – Borisa pogroził palcem Szczurkowi, schylając się przy tym wpół.
- Jaaaassna Sppprawa, Mmmistrzuni, hihihihi – Odpowiedział Krysa na odchodne przegryzając nerwowo długie paznokcie
Oboje udali się na swoje stanowiska. Borsia wszedł do Szklanego pokoju. Zdjął płaszcz i powiesił na wieszaku w rogu.
- Witam Mistrzu Borsia, czy wszystko jest już gotowe ? – Pierwszy z trzech ludzi ubranych jednakowo w czarne garnitury i czerwone krawaty siedzących przed pulpitem, wstał i podał dłoń Borsie
- Witam komisję spraw Abstergo – Przywitał wszystkich Borsia
Wolnym krokiem usiadł na pustym miejscu koło panelu i potwornie westchnął
- Mam nadzieję, że nie będzie żadnych niedogodności, prawda ? Nie chcielibyśmy, żeby powtórzyło się to samo co podczas wybuchu Tunguska, tym razem wszystko ma być prawidłowo – Odezwał się drugi mężczyzna, siedzący najbliżej Borsi
- Niech panowie się nie obawiają, Doktor Krysa to jeden z naszych najlepszych pracowników – Uśmiechnął się Borsia – Możemy już zaczynać ? Chciałbym mieć te formalności z głowy
- Proszę bardzo, wcale pana nie zatrzymujemy. Rozumiem tylko, że ta klapa na dole podłogi to nasz schron ? – Zapytał z ciekawością trzeci mężczyzna
- Oczywiście ! Proszę się tam udać od razu gdy zacznie się odliczanie – Odpowiedział Borsia włączając czerwony guzik na pulpicie pukając przy tym w mikrofon przed nim.
- Doktorku, możesz rozpocząć usuwanie karbinu na mó… -Borsia urwał słysząc przeraźliwy alarm. Pomieszczenie zaczęło jarzyć się w krwisto - czerwonych barwach. Z głośników, odezwał się jeden ze strażników „ Abstergo…patrol…zostaliśmy…zaatako…aaaaaaaaaaa” . Strażnik nie dokończył zdania, a zamiast słów wydobył z siebie tylko niezrozumiały buglot.
- Za późno cherlawi Asasyni, mamy przewagę ! – Borsia wydarł się do mikrofonu słysząc jak najeźdźcy próbują wyważyć hermetyczną zaporę drzwi – Krysa działaj, nie mamy czasu na ceregiele!
Doktorek szybko podszedł do błyszczącego, okrągłego mechanizmu. Wyją z ręki pomocnika skalpel, musnął dłonią metalową warstwę jabłka edenu i wcisnął ledwie dostrzegalny Guziczek. Maszyny z tyłu zaczęły pracować, pełną prą. Urządzenie w mgnieniu oka utworzyło na czubku maleńką dziurkę , która wypuściła równie małą kulę światła. Doktor patrzył się na nią jak zaczarowany. Źrenice rozszerzyły się przez denka okularów, urzeknięty wspaniałością przedmiotu, po czym jednym szybki ruchem przeciął kulkę na pól swoim skalpelem. Asasyni wywarzyli drzwi. Strażnicy wyskoczyli za nimi, po czym rozpętał się niewyobrażalny chaos. Przez dzikie wycie Alarmu nikt oprócz wbitego w fotel Borsii nie zauważył jak świetlista kula zaczęła powiększać swoje rozmiary. Dopiero gdy blask stał się wręcz oślepiający wszyscy stanęli jak wryci. Mężczyźni w Garniturach prędko zeszli do schronu, jednak nie Borsia. Szybko otworzył drzwi i krzyknął do Doktorka
- Krysa paszli ! Zginiesz tutaj !
- Nie…tto ttaie piękne…chcę ttu zostać – Wyszeptał powoli Krysa obracając w ręku małą strzykawkę z zielonym płynem
Borsia dojrzał te ruchy i uśmiechnął się sam do siebie – Pierdolony, sprytny Szczur – Pomyślał. Zamknął za sobą drzwi i na odchodne przycisnął usta do mikrofonu i rzekł – Niech Ojciec Zrozumienia prowadzi was ku zagłady, nadeszła nowa era bezmyślna sekto Asasynów. Obrzucił ostatni raz pomieszczenie, z którego Asasyni starali się usilnie uciekać, jednak dla nich było za późno…dla całego świata było za późno. Borsia zszedł do schronu za nim światło objęło swoimi ramionami resztę pomieszczenia.
- Możesz mi dziadziusiu wyjaśnić dokąd ci tak śpieszno, hmmm ? – Dopytywał się ciemnoskóry strażnik, który przy każdym wypowiedzianym słowie pluł śliną na wszystkie strony
- Chłopcze, nie radziłbym się takim tonem odzywać do mistrza zakonu Templariuszy, dla których chyba pracujesz ! – Wrzasnął mężczyzna i zdejmując kaptur ukazał swą twarz
Pomimo tego, że strażnik był czarny, widząc staruszka pobladł na twarzy do takiego stopnia, że wydawać się mogło iż całkowicie zlał się ze śnieżno-białym otoczeniem. Chciał już podać rękę mężczyźnie, ten jednak odsunął dłoń na bok i sam spróbował się podnieść
- Rozumiem, że wykonujesz tylko swoją pracę, jednak zważ następnym razem , że nie każdy idący marszem do bramy człowiek to pieprzony Asasyn, zrozumiano ? – Uśmiechnął się staruszek i puścił do strażnika oko.
- Tttak jest Mistrzu Borsia ! – Chłopak wyprostował się i zasalutował, a jego oniemiały z zaistniałego wydarzeniu kolega mu wtórował.
Borsia popchnął ciężką żeliwną bramę i nie zwlekając, czym prędzej udał się do masywnego budynku z ponuro obdartymi ścianami. W progu wejścia stał zgarbiony i chudy człowieczek z łysiejącą czupryną i wielkimi okularami niczym denka od butelek ubrany jedynie w kitel laboratoryjny. Skrzywione palce zaczęły się niebywale trząść gdy szczurowaty mężczyzna dojrzał przez śnieżycę ciemną postać. Od razu nerwowo się poruszył w kierunku tytanowych drzwi wejściowych, wyszukując w kieszeni kitla pęczek kluczy. Sprawdzał każdy po kolei sapiąc i wydając jękliwe piski . W końcu klucze padły z łoskotem na ziemię. Szczurek spróbował schylić się w ich kierunku, jednak wyprzedziła go wielkich rozmiarów ręka podnosząca szybkim ruchem klucze oblepione śniegiem. Szczurek obejrzał się za siebie, poprawił spadające okulary i wnet dojrzał swojego pracodawcę
- Pppanie Borsia ! Jaaakże eeta prijazna pana wreszcie zzzobaczyć – Jąkając się powiedział piskliwym głosem Szczurowaty. Dało się u niego wyczuć mocny Rosyjski akcent – Kkak sie uudała podróż ? Wwwłaśnie ootwierałem ddrzwi i… - Urwał w pół zdania, dobierając odpowiednie słowa
- Spokojnie Krysa, wiesz, że nie mamy czasu, twoje twórcze pogawędki ze mną będą musiały poczekać. Robota nagli – Mówiąc to wybrał odpowiedni klucz z kółka i włożył go do zamka.
Potężny mechanizm zaczął pracować. Usłyszeć można było jak w środku grubych drzwi z pośpiechem pracuje masa kół zębatych. W końcu nastąpił ostatni trzask i drzwi przechyliły się ukazując wnętrze przestronnego holu.
- Zapraszam Doktorze, czekają na nas – Powiedział z uśmiechem na twarzy Borsia, przepuszczając przodem Krysę
Szczurek swoim pokracznym chodem pobiegł do końca jasno oświetlonego korytarza, a wraz z nim Templariusz.
Tym razem Krysa pozwolił sobie zapanować nad niekontrolowanymi napadami drgawek i przyłożył kościsty palec do czytnika linii papilarnych znajdujący się na środku masywnych drzwi. Obaj usłyszeli komputerowy głos mówiący z głośników „Dostup, Zdrastwuj Wracz Krysa”. Kolejne drzwi stały przed nimi otworem. Pomieszczenie było wręcz przeogromne. Przestrzeń porównywalna była do wnętrza ogromnego wulkanu, którego na dnie 5 podobnych do Krysy ludzi w kitlach biegało w Okół świecącego okrągłego przedmiotu. Boris domyślił się, że prace nad wyciągnięciem ekstraktu zwanego karbinem szły zgodnie z planem. Wszędzie można było dostrzec walające się po ziemi kable, podłączone do owego przedmiotu z jednej strony i do dziwnych maszyn stojących na Uboczu z drugiej. Na Samym końcu Rozpościerała się ogromna szyba, która najwyraźniej odgradzała dziwaczny pokój z pulpitem kontrolnym, od Centrum badawczego, w którym Borsia i Krysa się przed chwilą znaleźli.
- Pppan się ułuda do panna kkolegów, jjjjaa dokończczu eeksperyyyment – Mówiąc to Krysa podskakiwał i popychał na darmo masywnego Borsie
- Dobrze Kryska, tylko tym razem nic nie sknoć, rozumiemy się ? – Borisa pogroził palcem Szczurkowi, schylając się przy tym wpół.
- Jaaaassna Sppprawa, Mmmistrzuni, hihihihi – Odpowiedział Krysa na odchodne przegryzając nerwowo długie paznokcie
Oboje udali się na swoje stanowiska. Borsia wszedł do Szklanego pokoju. Zdjął płaszcz i powiesił na wieszaku w rogu.
- Witam Mistrzu Borsia, czy wszystko jest już gotowe ? – Pierwszy z trzech ludzi ubranych jednakowo w czarne garnitury i czerwone krawaty siedzących przed pulpitem, wstał i podał dłoń Borsie
- Witam komisję spraw Abstergo – Przywitał wszystkich Borsia
Wolnym krokiem usiadł na pustym miejscu koło panelu i potwornie westchnął
- Mam nadzieję, że nie będzie żadnych niedogodności, prawda ? Nie chcielibyśmy, żeby powtórzyło się to samo co podczas wybuchu Tunguska, tym razem wszystko ma być prawidłowo – Odezwał się drugi mężczyzna, siedzący najbliżej Borsi
- Niech panowie się nie obawiają, Doktor Krysa to jeden z naszych najlepszych pracowników – Uśmiechnął się Borsia – Możemy już zaczynać ? Chciałbym mieć te formalności z głowy
- Proszę bardzo, wcale pana nie zatrzymujemy. Rozumiem tylko, że ta klapa na dole podłogi to nasz schron ? – Zapytał z ciekawością trzeci mężczyzna
- Oczywiście ! Proszę się tam udać od razu gdy zacznie się odliczanie – Odpowiedział Borsia włączając czerwony guzik na pulpicie pukając przy tym w mikrofon przed nim.
- Doktorku, możesz rozpocząć usuwanie karbinu na mó… -Borsia urwał słysząc przeraźliwy alarm. Pomieszczenie zaczęło jarzyć się w krwisto - czerwonych barwach. Z głośników, odezwał się jeden ze strażników „ Abstergo…patrol…zostaliśmy…zaatako…aaaaaaaaaaa” . Strażnik nie dokończył zdania, a zamiast słów wydobył z siebie tylko niezrozumiały buglot.
- Za późno cherlawi Asasyni, mamy przewagę ! – Borsia wydarł się do mikrofonu słysząc jak najeźdźcy próbują wyważyć hermetyczną zaporę drzwi – Krysa działaj, nie mamy czasu na ceregiele!
Doktorek szybko podszedł do błyszczącego, okrągłego mechanizmu. Wyją z ręki pomocnika skalpel, musnął dłonią metalową warstwę jabłka edenu i wcisnął ledwie dostrzegalny Guziczek. Maszyny z tyłu zaczęły pracować, pełną prą. Urządzenie w mgnieniu oka utworzyło na czubku maleńką dziurkę , która wypuściła równie małą kulę światła. Doktor patrzył się na nią jak zaczarowany. Źrenice rozszerzyły się przez denka okularów, urzeknięty wspaniałością przedmiotu, po czym jednym szybki ruchem przeciął kulkę na pól swoim skalpelem. Asasyni wywarzyli drzwi. Strażnicy wyskoczyli za nimi, po czym rozpętał się niewyobrażalny chaos. Przez dzikie wycie Alarmu nikt oprócz wbitego w fotel Borsii nie zauważył jak świetlista kula zaczęła powiększać swoje rozmiary. Dopiero gdy blask stał się wręcz oślepiający wszyscy stanęli jak wryci. Mężczyźni w Garniturach prędko zeszli do schronu, jednak nie Borsia. Szybko otworzył drzwi i krzyknął do Doktorka
- Krysa paszli ! Zginiesz tutaj !
- Nie…tto ttaie piękne…chcę ttu zostać – Wyszeptał powoli Krysa obracając w ręku małą strzykawkę z zielonym płynem
Borsia dojrzał te ruchy i uśmiechnął się sam do siebie – Pierdolony, sprytny Szczur – Pomyślał. Zamknął za sobą drzwi i na odchodne przycisnął usta do mikrofonu i rzekł – Niech Ojciec Zrozumienia prowadzi was ku zagłady, nadeszła nowa era bezmyślna sekto Asasynów. Obrzucił ostatni raz pomieszczenie, z którego Asasyni starali się usilnie uciekać, jednak dla nich było za późno…dla całego świata było za późno. Borsia zszedł do schronu za nim światło objęło swoimi ramionami resztę pomieszczenia.
Dobry początek Powieści . Obserwuje Bloga i życzę dużo weny oraz zadowolenia z Pisania :-)
OdpowiedzUsuńŚwietnie się czyta! Masz talent Mentorze ^.^
OdpowiedzUsuńCzekam na dalszy ciąg. :D